X

Szprotawa

00:00 23-12-2016 samlis

Listopad kojarzy się jednoznacznie: szaruga, deszcze, pierwsze mrozy, a czasem także i śniegi, oraz krótkie dnie. Tegoroczna jesień jest jednak dużo łaskawsza, niż zazwyczaj. Słoneczna pogoda i dość wysokie, jak na ten czas, temperatury skłaniają do długich spacerów i aktywności na świeżym powietrzu.

Pomysłem Zakonu na wykorzystanie jednego z prawdopodobnie ostatnich tak ciepłych dni w tym roku była pielgrzymka do dawnego bunkru atomowego w Szprotawie oraz zwiedzenie opuszczonego, powojskowego lotniska Szprotawa-Wiechlice.

Wczesnym rankiem wyjechaliśmy liczną grupą z Wrocławia PKS-em ku przygodzie. 2,5 godzinną podróż do Szprotawy umilaliśmy sobie mniej lub bardziej alkoholowymi napojami, rozmowami na tematy rozmaite, a niektórzy także postanowili zjeść w końcu śniadanie.

Kiedy nasz wesoły, zakonny autobus dotarł na miejsce, okazało się, Klaus i Sołtys, którzy jechali samochodem z Lubina, już na nas czekali. Jeszcze tylko szybkie uzupełnienie piwno-prowiantowych zapasów w miejscowym supermarkecie i mogliśmy ruszać w drogę.

Pierwszym punktem programu było stare lotnisko. Po opuszczeniu terenu zabudowanego Szprotawy szliśmy długą, prostą drogą. Krajobraz niewiele się zmieniał: pola, pola, po lewej kilka zniszczonych budynków i baraki robotnicze, a na horyzoncie majaczyły sylwetki nieczynnych hangarów i ściana lasu.

Ciągnący się gdzieś w dal pas startowy zbudowany w latach 30tych z wielkich, betonowych płyt był zachowany w tak dobrym stanie, że mógłby wprowadzić w zakłopotanie niejedną współczesną polską jezdnię. Obok niego sąsiadowały z lasem hangary. Wszystkie zamknięte, z niektórych dobiegały nas odgłosy intensywnych prac remontowych. Postanowiliśmy nie zabawiać długo w tym miejscu i ewentualnie dokładniej zwiedzić je w drodze powrotnej.

Dalsza trasa, już bezpośrednio do bunkra, czyli głównego celu naszej pielgrzymki, biegła przez stary las. Choć, szeroka asfaltowa droga była często pokonywana przez pojazdy dostawcze, to w sobotnie południe jedynie nasza grupa zakłócała ciszę jesiennej, leśnej sielanki. Asfalt się skończył, zaczęły płyty betonowe, a my dalej brnęliśmy przed siebie, aż powitał nas koniec drogi – stara, solidna brama z wymalowanymi radzieckimi gwiazdami, zza której dobiegało ujadanie psów.

Teren, na którym stoi bunkier, znajduje się w rękach prywatnych. Nie licząc zaparkowanych tam ciężarówek, kilku nowych sprzętów, stosów palet oraz worków z węglem upchniętych, gdzie się da, niewiele tam się zmieniło od czasu, kiedy został zbudowany przeszło pół wieku temu. Tuż za bramą, po lewej stronie, znajduje się podniszczona stróżówka bez okien, dalej kilka niskich budynków mieszkalnych. Po prawej stoi wyższy budynek użytkowy, na ścianie którego znajduje się namalowanych kilku żołnierzy, rakieta i profil Lenina obserwującego lecący samolot. A wszystko to na ciemnoczerwonym tle z łuszczącej się, starej farby.

Znaleźliśmy takie miejsce w lesie, blisko drogi, pod zniszczonym budynkiem, w którym, jak można było sądzić po wymalowanych na ścianach symbolach, często przebywała lubująca się w kotach i kolorze czarnym, wyposażona w spreje młodzież. Tym razem było pusto, toteż natychmiast przystąpiliśmy do spożywania regeneracyjnego piwa i przygotowania ogniska. Już chwilę później kiełbaski radośnie skwierczały, a ogień przyjemnie nas rozgrzewał.

W drogę powrotną zbieraliśmy się niechętnie, lecz, radzi nieradzi, musieliśmy zdążyć na ostatni tego dnia autobus, który mógłby nas zawieźć do Wrocławia. Czas naglił, więc zrezygnowaliśmy z ponownego zatrzymywania się na lotnisku i ruszyliśmy prosto na stację PKS, gdzie pożegnaliśmy się ze zmotoryzowanymi i czekaliśmy na nasz wehikuł.

Trasę Szprotawa – Wrocław, chociaż długość się nie zmieniła, pokonaliśmy, jak nam się wydawało, nadzwyczaj szybko. Może to efekt zmęczenia, zachęcający do przymknięcia oczu na parę chwil, może piwne procenty, które subtelnie szumiały w głowie i sprawiały, że nie milkliśmy, przegryzając zakupione wcześniej przekąski.

Dzień wykorzystaliśmy w pełni, wykonując prawie całkowicie plan pielgrzymki. Długa podróż oraz ognisko dały nam dużo czasu do rozmów, dzięki czemu zrealizowaliśmy podstawowe założenie wyjazdu – integrację grupy.

Autor:Damantris
Uczestnicy:Havoc, Dzik, Entrop, Damantris, Luigi, Szpon, Klaus, Sołtys i Ab z Magdą
Data wydarzenia:2011-11-05