X

Atomicon 2111

00:00 23-12-2016 samlis

Relację sponsorują literki J, Z oraz liczba 100 i znak %

Nikt nie spodziewa się Zakonnej Inkwizycji. Nasza metoda to zaskoczenie i strach, których pierwszą ofiarą była Caleni (wheee capthooored it foor chaoooos), niecnie przechwycona przez podstępnie zbliżający się Chrupkowóz pełen zakonników z plecakami wypełnionymi dobrym humorem.

Wraz z naszym pierwszym - i jak się później okazało - bynajmniej nie ostatnim trofeum, zajechaliśmy wytwornie spóźnieni w piątkowe popołudnie, zastając na miejscu rozkładający się właśnie zespół Zgon. Od razu wpadliśmy w intensywnie kręcące się już turbiny zlotu, bo nim zdążyliśmy się przywitać z przedstawicielami Armageddon Death Squadu, BoBa, Ishbalami, Shperaczami i oczywiście hostującymi imprezę Taksiarzami, zostaliśmy uderzeni w ryj ostrą imprezą w rytm zajebistego punk rocku i SKA.

Nie bylibyśmy jednak Zakonem, gdybyśmy nie podjęli rzuconej rękawicy; zdecydowaliśmy się uderzyć w ekonomię wroga wykupując zapasy piwa i szybko wypijając zdobycz aby nie mogli jej odzyskać. W zamian bar rozpoczął silną kampanię propagandową, aby osłabić nasz wizerunek w oczach pozostałych uczestników zlotu:

Rankiem, gdy opadł kurz zaciętej bitwy, okazało się, że były silne straty po obu stronach i nie sposób kontynuować potyczki do czasu wznowienia dostaw alkoholu po jednej, i tolerancji na niego po drugiej stronie barykady.

Nie miało to jednak większego znaczenia, bo wraz z bladym świtem ogłoszono rozpoczęcie przygotowań do Wielkiego Wyścigu, w celu wygrania którego przecież przyjechaliśmy. Ku naszej uciesze podano do publicznej wiadomości informację o sporej ilości przydatnych przedmiotów, które mogą walać się po okolicy. Ponieważ mamy tą strategię dobrze przećwiczoną, nie tracąc ani sekundy rzuciliśmy się wraz z Ishbalami (roboczo nazwanymi Podpłomykami) na radosny stalking po okolicy dystansując z miejsca pozostałych.

Strategia bardzo szybko przyniosła wymierne korzyści, bo kosztem poświecenia całej dostępnej gotówki ("Bieżników") i wspomnianego zwiadu, zaangażowaliśmy się w sporą ilość questów których wykonanie ograniczało nam jedynie.. brak większej ilości gotówki. Nie mniej jednak elokwentna dyplomacja (wciskanie wałów) i kreatywny recycling (kradzieże i wymuszenia) pozwoliły nam na zabezpieczenie dodatkowych źródeł przychodu i wkrótce Chrupkowóz stanął dumnie na linii startu z Leśnym za jego sterami.

Wyścigów było kilka, co dało nam czas na wypracowanie odpowiednich upgrade'ów dla auta poprzez realizację sieci dobrze płatnych zadań i dalszy stalking. Nie obyło się oczywiście bez incydentów w międzyczasie, ale były to tylko drobnostki (w stylu wybuchu silnika innego samochodu czy kilkukrotnym balansowaniu na granicy śmierci naszego kierowcy) które nie mogły w niczym przeszkodzić takim chwatom jak Zakon.

Gdy wreszcie pięć wystawionych samochodów przy wtórze głośnych ryków silnika wystartowało do ostatecznego boju, nie pozostało nam już nic innego niż modlić się zażarcie do Świętego Płomienia, gdyż wszystko co tylko mogliśmy ulepszyć w samochodzie i kierowcy, ulepszyliśmy.

I w końcu udało się! Wiktoria! Zajęliśmy wysokie, błyszczące srebrem, drugie miejsce, gdy nasz największy rywal, Armageddon Death Squad, był zaledwie piąty od końca!

Nie było czasu ochłonąć po wyścigu, gdyż na scenę z głośnym hard rockowym wykurwem wfrunęli Skrzydlaści. Powiem tak - dla samego tego koncertu warto było tułać się te sto-kilkadziesiąt klocków po rubieżach Wastelandu, i gdybym musiał, to zrobił bym to jeszcze raz na kolanach. Bynajmniej nie dlatego, że chłopaki grali lepiej niż Zgon, bo obu ekipom niczego nie brakowało. Ale raz w życiu zdarza się moment, w którym wraz z braćmi zakonnikami na środku sceny ryczysz do mikrofonu "JEBAĆ ZAKON!" przy akompaniamencie basów, perkusji, zajebistego wokalisty i całej reszty widowni - i ten właśnie moment miał miejsce na koncercie Skrzydlastych. Jakieś dziesięć razy :D

Następnego dnia po raz kolejny udowodniliśmy przewagę Zakonu, dystansując rywali w konkursie motoryzacyjnym znowu zajmując wysoką drugą lokatę. Na kondycję Dzika, który nas godnie reprezentował, wpłynęły podłe konszachty Armageddonu, który nas niecnie spił dzień wcześniej i w ten sposób chytrze wyrwał zwycięstwo z zasięgu ręki.

Z żalem opuszczaliśmy gościnne ziemie Taksiarzy popołudniem następnego dnia, jednak przygoda wzywa i musieliśmy jechać dalej w świat, ratować wioski i nauczać kung-fu.

Jeśli miałbym wymienić jakieś wady tego zlotu to tylko jedną - czemu do cholery nie było tam jakiś dwustu osób, na które ten konwent zdecydowanie zasługiwał? Na przyszły rok na pewno pojedziemy większą ekipą i zaciągniemy woły z żonami i dziećmi, bo kurwa warto.

Autor:entrop
Uczestnicy:Dziku, Leśny, Havoc, Komandor Chrupek
Data wydarzenia:2011-06-24